W Biblii temat figur i wizerunków nie jest pobocznym szczegółem, ale częścią większego pytania: czy człowiek ma prawo „przekładać” Boga na materię i używać tego w czci religijnej. Zakaz z Dekalogu jest jednoznaczny i uderza w sam rdzeń praktyki kultu: „Nie będziesz czynił żadnej rzeźby ani żadnego obrazu” oraz „Nie będziesz oddawał im pokłonu i nie będziesz im służył” (Wj 20:4-5, BT). W tym samym zdaniu Biblia pokazuje, gdzie leży granica: problemem jest włączenie wizerunku do oddawania czci: pokłon, służba, rytuał, ufność, traktowanie przedmiotu jako „religijnego kanału”.
Biblia uzasadnia, dlaczego Bóg tak mocno broni tej granicy. W ważnym fragmencie Mojżesz przypomina, że gdy Bóg przemawiał, Izraelici „nie widzieli żadnej postaci”, dlatego mają się wystrzegać, „abyście nie uczynili sobie rzeźbionego wizerunku” (Pwt 4:15-16, BT). Sens jest prosty, ale bardzo głęboki: człowiek ma skłonność do „oswajania” tego, co duchowe, przez to, co materialne i widzialne. Biblia ostrzega, że ta potrzeba szybko prowadzi do przesunięcia akcentu z Boga na przedmiot. Dlatego ten sam rozdział poszerza zakaz również na zjawiska „bardziej subtelne”, jak kult słońca, księżyca czy gwiazd, i znów nakazuje by cżłowiek: „nie oddawał im pokłonu” ani „nie służył” (por. Pwt 4:19, BT). W skrócie: nawet jeśli ktoś mówi, że „to tylko symbol”, Biblia wie, jak łatwo symbol staje się obiektem czci — i ostrzega, żeby w ogóle nie wchodzić na tę drogę.
Nowy Testament nie łagodzi tego podejścia, pokazując, że Bóg nie powinien być sprowadzany do tego, co da się wykonać ręką. Paweł mówi wprost: nie powinniśmy sądzić, „że Bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia”, do czegoś, co jest „wytworu rąk i myśli człowieka” (Dz 17:29, BT). W tym samym duchu Jezus uczy, że istota czci nie polega na materialnych „pomocnikach”, lecz na postawie serca i prawdzie: „Bóg jest duchem” i dlatego trzeba, „by czciciele Jego oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie” (J 4:24, BT). Czczenie Boga ma być realną relacją i posłuszeństwem, a nie przenoszeniem sacrum na rzeczy, które można dotknąć, pocałować, okadzić, ozdobić albo „mieć pod ręką”.
Biblia celowo pokazuje też, jak działa mechanizm wypaczenia — przykładem jest miedziany wąż z czasów Mojżesza: gdy z czasem stał się obiektem kultu, wierny król „potłukł węża miedzianego”, bo Izraelici „składali mu ofiary kadzielne” (2 Krl 18:4, BT). Ten fragment jest dla ważny, bo pokazuje dwie rzeczy naraz: po pierwsze, lud potrafi zamienić przedmiot w obiekt czci nawet wtedy, gdy początkowo nie był ustanowiony jako „cel modlitw”; po drugie, Biblia nie broni takiego przedmiotu sentymentem, tylko go usuwa, gdy wchodzi w rolę konkurencyjną wobec Boga. Właśnie dlatego teksty mądrościowe i prorockie tak ostro demaskują bezsens bałwochwalstwa: „Ich bożki – to srebro i złoto, robota rąk ludzkich” (Ps 115:4, BT) i dalej wskazują, że kult rzeczy martwych duchowo upodabnia człowieka do tego, czemu oddaje ufność (por. Ps 115:4-8, BT). Podobny ton ma Izajasz, który wprost nazywa twórców bożków „niczym” i obnaża cały proces tworzenia „świętości” z materiału, który sam w sobie nie ma życia ani mocy (por. Iz 44:9-20, BT).
W praktyce biblijna konkluzja jest spójna: jeśli wizerunek, figura lub jakikolwiek przedmiot zaczyna pełnić funkcję religijną — staje się punktem pokłonu, rytuału, prośby, „pośrednictwa”, nadawania mu mocy — to Biblia klasyfikuje to jako bałwochwalstwo i każe się od tego odciąć. Prawo mówi wprost: „Nie będziecie sobie czynili bożków” i nie będziecie stawiać rzeczy „aby im oddawać pokłon” (Kpł 26:1, BT). Apostoł Paweł streszcza to w krótkim, mocnym wezwaniu: „strzeżcie się bałwochwalstwa” (1 Kor 10:14, BT), a Jan kończy podobnie: „strzeżcie się fałszywych bogów” (1 J 5:21, BT). Jeśli więc ktoś pyta, czy Biblia popiera czczenie Boga „przez obrazy”, najuczciwsza odpowiedź brzmi: Biblia konsekwentnie prowadzi do czci bez figur i obrazów — takiej, która opiera się na prawdzie, wierze i posłuszeństwie, a nie na przenoszeniu sacrum na przedmiot wykonany ręką człowieka.

Dodaj komentarz